Tego lata hiszpański rząd spodziewa się 43 milionów zagranicznych turystów, którzy wydadzą blisko 64 mld euro, czyli o 10% więcej niż w 2025 roku. To dane Ministerstwa Przemysłu i Turystyki opublikowane w pierwszym tygodniu lipca 2026 roku.
Za tą liczbą kryją się miliony ludzi, którzy przyjeżdżają do Hiszpanii, by przeżyć coś, czego nie mają u siebie: encierro w Pampelunie, palenie figur podczas Las Fallas, zorganizowany chaos Tomatiny, ciszę Wielkiego Tygodnia w Sewilli. Przyjeżdżają z Japonii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Brazylii i Australii, bo czytali o tych świętach, oglądali je na filmach i chcą je naprawdę zrozumieć.
Problem w tym, że to „naprawdę zrozumieć” zaczyna się na długo przed przylotem. Zaczyna się od tego, co czytają na stronie hotelu, w aplikacji festiwalu, w karcie restauracji, na tablicy na ulicy. I ten pierwszy kontakt (w ich języku albo wcale) decyduje o tym, czy wrażenia będą niezapomniane, czy frustrujące.
Święta, które przyciągają cały świat
Sanfermines (Pampeluna, 6–14 lipca). Wpływ ekonomiczny w 2025 roku wyniósł 259,4 mln euro przy 424 000 uczestników, z czego 15% stanowili obcokrajowcy. Średnie wydatki na osobę wyniosły 412 euro w ciągu trzech dni. Przyjeżdżają z całego świata, wielu bez słowa po hiszpańsku, przyciągnięci przez Hemingwaya i YouTube’a.
Las Fallas (Walencja, marzec). Trzy miliony odwiedzających. Konstrukcje o wysokości do 30 metrów budowane miesiącami, które płoną w ciągu jednej nocy. Dla przybysza z zagranicy, bez kontekstu i wyjaśnień w jego języku, to widowisko pozbawione sensu. Z kontekstem i dobrze opowiedzianą historią w jego języku — jedno z najbardziej niezapomnianych przeżyć w Europie.
Tomatina (Buñol, ostatnia środa sierpnia). 20 000 uczestników, 120 ton pomidorów, miasteczko liczące 9000 mieszkańców, które raz w roku staje się międzynarodowym celem podróży. Japończycy rezerwują z rocznym wyprzedzeniem. 80% uczestników to obcokrajowcy.
Karnawał na Teneryfie (luty). Drugi największy karnawał na świecie według Księgi Rekordów Guinnessa, z ponad 200 000 osób na ulicach. Wielu zagranicznych turystów odkrywa go wcześniej niż sami Hiszpanie.
Wielki Tydzień w Sewilli. Hotele zapełniają się z 18-miesięcznym wyprzedzeniem. Turyści z ponad 60 krajów. Uderza nie widowiskowość, lecz cisza — coś, czego żaden przewodnik po angielsku nie odda w pełni, jeśli nie napisał go ktoś, kto to przeżył.
Czego oczekuje turysta zagraniczny (i gdzie zawodzi komunikacja)
Turysta, który w 2026 roku przyjeżdża na hiszpańską fiestę, jest dobrze poinformowany. Szukał w Google, czytał opinie na TripAdvisorze, śledził hashtagi na Instagramie. Przyjeżdża z konkretnymi oczekiwaniami i porównuje to, co zastaje, z tym, co mu obiecano.
Problem nie polega na tym, że Hiszpanie nie znają języków. Problem w tym, że wiele firm z branży turystycznej (hotele, restauracje, touroperatorzy, aplikacje eventowe) ma treści w podstawowym angielskim sprzed dziesięciu lat, z niezweryfikowanymi tłumaczeniami maszynowymi, karty dań z dosłownymi określeniami, które nic nie mówią niemieckiemu czy francuskiemu turyście, i strony, które dobrze pozycjonują się po hiszpańsku, ale nie pojawiają się w wynikach, gdy ktoś szuka z Amsterdamu czy Tokio.
Są trzy miejsca, w których komunikacja zawodzi najczęściej:
Strona internetowa i rezerwacje. Japoński turysta, który w czasie Sanfermines wchodzi na stronę hotelu w Pampelunie, nie chce oglądać maszynowego tłumaczenia menu nawigacji. Chce zrozumieć, co obejmuje rezerwacja, jakie obowiązują zasady i jak dojechać z lotniska. Jeśli te informacje są źle przetłumaczone albo nie ma ich w jego języku, rezerwuje hotel obok, który je ma.
Doświadczenie na miejscu. Karty dań z „Grilled rape” zamiast żabnicy z grilla czy „Cock soup” zamiast rosołu z kurczaka. Plakaty wydarzeń z terminologią, która nie istnieje po angielsku i której nikt nie zaadaptował. Audioprzewodniki brzmiące jak tekst wygenerowany przez maszynę. Turysta to zauważa i pisze o tym w opinii.
Treści po podróży. Wspomnienia z wyjazdu buduje to, co ludzie opowiadają po powrocie do domu. Jeśli firma turystyczna ma treści w mediach społecznościowych po hiszpańsku, ale nie w językach swoich głównych gości, traci widoczność właśnie na tych rynkach, na których chce rosnąć.
Wysokiej jakości treści wielojęzyczne to nie luksus
Średnie wydatki zagranicznego turysty w Hiszpanii tego lata przekraczają 2500 euro na podróż. Ktoś, kto jest gotów wydać taką kwotę, żeby przyjechać z Niemiec czy Kanady na Sanfermines, jest też gotów zapłacić więcej za hotel, doświadczenie kulinarne czy wycieczkę z przewodnikiem, jeśli komunikacja go przekona.
Dobre tłumaczenie turystyczne to nie przekład słowo w słowo. To dostosowanie treści do rejestru, kontekstu kulturowego i oczekiwań czytelnika na każdym rynku. Tekst o Tomatinie dla rynku niemieckiego pisze się inaczej niż dla koreańskiego. Odniesienia, ton, zakres wyjaśnień kulturowych — wszystko się zmienia.
To, co odróżnia firmy turystyczne rozwijające się na rynkach międzynarodowych od tych, którym nie udaje się wyjść poza rynek krajowy, to często to, czy ich treści naprawdę przemawiają do potencjalnych klientów w ich języku.
Jak robimy to w Overseas Translations
Od ponad 13 lat tłumaczymy dla firm, które chcą dobrze komunikować się ze swoimi zagranicznymi klientami. Od 2017 roku posiadamy certyfikaty ISO 9001:2015 oraz ISO 17100:2015, czyli normy poświęconej specjalnie jakości projektów tłumaczeniowych. Współpracujemy z tłumaczami native speakerami wyspecjalizowanymi w każdym rynku docelowym.
W turystyce oznacza to tłumaczy, którzy wiedzą, jak szuka się celu podróży po niemiecku, jakie słowa budzą zaufanie japońskiego turysty i jak opisać encierro w Pampelunie komuś, kto nigdy nie widział byka z bliska.
Jeśli Twoja firma działa w branży turystycznej i chcesz, by Twoje treści wielojęzyczne były na poziomie wrażeń, które oferujesz, możesz skontaktować się z nami, a wyjaśnimy, jak pracujemy.
Najczęściej zadawane pytania o tłumaczenia turystyczne
Jakie treści w branży turystycznej wymagają profesjonalnego tłumaczenia?
Najczęściej są to strony internetowe i strony rezerwacyjne, karty dań i menu restauracji, opisy atrakcji i pakietów turystycznych, oznakowanie i materiały drukowane, audioprzewodniki, komunikaty dotyczące wydarzeń oraz treści do mediów społecznościowych na rynkach międzynarodowych.
Czy do strony hotelu wystarczy DeepL albo Google Tłumacz?
Do pierwszej wersji lub do użytku wewnętrznego mogą się przydać. Ale w przypadku tego, co widzi klient — strony, karty dań, e-maila powitalnego — tłumaczenie niezweryfikowane przez native speakera z rynku docelowego niesie duże ryzyko, że będzie sprawiać nieprofesjonalne wrażenie lub zawierać błędy szkodzące doświadczeniu gości i reputacji.
W ilu językach powinny być moje treści turystyczne?
To zależy od tego, skąd pochodzą Twoi goście. Głównymi rynkami dla Hiszpanii pozostają Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Holandia i Włochy. W miejscach chętnie odwiedzanych przez turystów z Azji coraz większe znaczenie mają japoński i chiński uproszczony. Warto ustalać priorytety według liczby gości i średnich wydatków z każdego rynku.
Czy tłumaczenie turystyczne wpływa na pozycjonowanie SEO?
Tak, i to bezpośrednio. Profesjonalnie przetłumaczona strona, dostosowana do SEO na każdym rynku, pozycjonuje się w lokalnych wynikach wyszukiwania w kraju pochodzenia turysty. Niezoptymalizowane tłumaczenie maszynowe jest dla wyszukiwarek na tych rynkach niewidoczne.
Ile trwa przetłumaczenie treści firmy turystycznej?
To zależy od objętości. Dwustronicowa karta dań może być gotowa w 24–48 godzin. Pełna strona internetowa z landing page’ami, blogiem i kartami produktów może zająć tydzień lub dwa. Termin zawsze ustalamy przed rozpoczęciem pracy.